Aktualności Pomoc w kryzysie

Pokochaj samego siebie!

O najtrudniejszej formie miłości.

Dzieci i młodzież słyszą od dorosłych, że powinni wypełniać dwa przykazania miłości, czyli kochać Boga i bliźniego. Niewielu rodziców, księży czy katechetów wyjaśnia, że w Biblii są trzy przykazania miłości: Boga, samego siebie i bliźnich. Kto nie odnosi się z miłością do siebie, ten nie jest w stanie dojrzale pokochać innych ludzi.

Czy wolno kochać samego siebie?

Trudno jest być szczęśliwym wtedy, gdy inni ludzie, zwłaszcza bliscy, nas nie kochają. Jeszcze trudniej cieszyć się życiem wtedy, gdy nie kochamy samych siebie. W takiej sytuacji zwykła codzienność staje się nieznośnym ciężarem. Ogromnie przecież ciąży przebywanie dzień i noc z kimś, do kogo nie odnosimy się z miłością. Czy jednak wolno mi pokochać samego siebie? A może człowiek szlachetny to ktoś, kto kocha wyłącznie innych ludzi? Takie dylematy ma wielu nastolatków i dorosłych, gdyż od dzieciństwa słyszymy, że mamy kochać Boga i bliźniego. Niestety mało jest takich rodziców, księży i innych wychowawców, którzy pomagają dzieciom i młodzieży pokochać siebie i którzy wyjaśniają, na czym polega dojrzała miłość w odniesieniu do własnej osoby. To dlatego znaczna część wyznawców Chrystusa myśli, że kto kocha samego siebie, ten jest egoistą. W rzeczywistości Bóg nam wręcz poleca, żebyśmy pokochali samych siebie. Biblia jest w tym względzie jednoznaczna: kochaj bliźniego, jak siebie samego! Chrześcijanin powinien kochać Boga i każdego bliźniego, czyli także tego bliźniego, którym każdy z nas jest dla samego siebie.

Dlaczego powinienem pokochać siebie?

Istnieją przynajmniej trzy powody, dla których każdy z nas powinien pokochać samego siebie. Po pierwsze dlatego, żeby uszanować Boga, który każdego z nas kocha dosłownie nad życie. Jeśli nie szanuję samego siebie, czyli kogoś, za kogo Bóg oddał życie, to tym samym lekceważę miłość Stwórcy do mnie. Bóg wtedy cierpi i ogromnie martwi się o mój los. Kto kocha siebie, ten ratuje Boga przed cierpieniem i urządza Mu święto radości. Po drugie, powinienem pokochać samego siebie, gdyż dopiero wtedy mam siłę i motywację, żeby pracować nad własnym charakterem, żeby pokonywać moje słabości, żeby postępować zgodnie z moimi ideałami i aspiracjami, żeby stawać się najpiękniejszą wersją samego siebie. Kto nie kocha siebie, ten nie cieszy się sobą nawet wtedy, gdy jest młody, zdrowy i obdarowany wieloma talentami.

Jeśli nie szanuję samego siebie, czyli kogoś, za kogo Bóg oddał życie, to tym samym lekceważę miłość Stwórcy do mnie.

Miłość do samego siebie to nie przeszkoda w pokochaniu Boga i bliźnich, lecz przeciwnie, to warunek, żebym umiał do innych odnosić się z miłością.

Po trzecie, powinienem pokochać samego siebie po to, żebym był w stanie kochać bliźnich. Nie pokocha dojrzale innych ludzi ten, kto nie kocha siebie. Nie ma takiej możliwości, żebym był dobry i życzliwy dla innych ludzi, jeśli nie umiem z przyjaźnią odnosić się do siebie. Miłość do samego siebie to nie przeszkoda w pokochaniu Boga i bliźnich, lecz przeciwnie, to warunek, żebym umiał do innych odnosić się z miłością. W Starym Testamencie miłość do samego siebie była wręcz najwyższą miarą miłości bliźniego. Zmienił to dopiero Jezus, bo On pragnie, byśmy siebie i bliźnich kochali aż taj, jak On pierwszy nas pokochał.

Błędne postawy wobec samego siebie

Nie wystarczy wiedzieć, że Bóg pragnie, abym odnosił się z miłością do samego siebie. Muszę jeszcze wiedzieć, na czym taka miłość polega. Najpierw powinienem wiedzieć, co jest zaprzeczeniem dojrzałej postawy wobec samego siebie. Pierwszy błąd jest oczywisty i polega on na tym, że odnoszę się do siebie z lekceważeniem czy pogardą, że nienawidzę siebie, że siebie poniżam i odrzucam. Taka postawa prowadzi do rozpaczy, do obojętności na własny los, do stanów samobójczych, do popadania w śmiertelnie groźne uzależnienia. Drugi błąd to popadanie w skrajność przeciwną, czyli w egoizm. Egoista nie kocha siebie. On siebie rozpieszcza i ubóstwia. Nie dostrzega swoich słabości, błędów i grzechów. Jest wobec siebie bezkrytyczny. Chce, żeby wszyscy go podziwiali i jemu służyli. Egoista nie jest w stanie pokochać innych ludzi. Usiłuje żyć ich kosztem. W konsekwencji wcześniej czy później będzie sobą ogromnie rozczarowany, gdyż nie jest w stanie być szczęśliwym ten, kto nie stawia sobie wymagań i kto nie kocha.

Trzeci błąd w postawie wobec samego siebie to naiwny altruizm. Polega on na tym, że ktoś stara się ofiarnie kochać bliźnich, że wręcz heroicznie się im poświęca aż do popadania w skrajną naiwność. Ktoś taki rozpieszcza krzywdzicieli. Pozwala im, żeby go wykorzystywali i dręczyli. Staje się dla nich naiwną ofiarą, zamiast być mądrym darem. Kto poświęca się ludziom, którzy nadal krzywdzą, którzy się nie nawracają, lecz przeciwnie – stają się jeszcze bardziej bezlitosnymi krzywdzicielami, ten ułatwia tym ludziom trwanie na drodze grzechu, a jednocześnie nieświadomie dręczy samego siebie.

Bóg nikogo z nas nie powołuje do tego, żeby był dla bliźnich naiwną ofiarą i żeby inni żyli jego kosztem!

Nie czyni tego w bezpośredni sposób, lecz poprzez to, że nieraz całymi latami pozwala innym ludziom, żeby go dręczyli. Bóg nikogo z nas nie powołuje do tego, żeby był dla bliźnich naiwną ofiarą i żeby inni żyli jego kosztem! Gdy tak się dzieje, to wtedy tracą na tym obie strony: osobom naiwnym odechciewa się żyć, a krzywdziciele stają się jeszcze bardziej egoistyczni i aroganccy, a przez to również i oni stają się coraz bardziej nieszczęśliwi.

Kochać to akceptować siebie?

Modne jest obecnie twierdzenie, że pokochać siebie to samych siebie zaakceptować. Takie przekonanie jest błędne, gdyż akceptacja nie jest tym samym, co miłość. Akceptować mogę np. cenę za towar, który kupuję, natomiast siebie powinienem kochać. Jeśli odnoszę się do siebie z miłością, to z dumą i radością – a nie ledwie z akceptacją – przyjmuję to, że w danym przypadku postępuję szlachetnie. Gdy natomiast ulegam moim słabościom, gdy krzywdzę siebie czy innych ludzi, to nie akceptuję siebie w takiej wersji, lecz mam do siebie żal. Kto kocha siebie, temu zależy na własnym losie. Ktoś taki nigdy nie zaakceptuje np. tego, że uwikłał się w jakieś uzależnienie, czy w grzeszne relacje z innymi ludźmi. Bolesne prawdy o sobie przyjmuje do wiadomości z bólem, a nie z akceptacją. Uświadamia sobie swoje słabości i błędy po to, żeby wyciągać z nich wnioski i żeby zmieniać się na lepsze, a nie po to, żeby te słabości i błędy zaakceptować.

Kto kocha siebie, temu zależy na własnym losie.

Kochać siebie, to mobilizować siebie do rozwoju, natomiast akceptować siebie takim, jakim jestem, to blokować rozwój.

Niektórzy twierdzą, że należy krytycznie odnosić się do własnych błędnych zachowań, lecz że także wtedy należy siebie akceptować. Takie rozumowanie jest niezgodne z faktami. Zakłada ono bowiem, że moje zachowania same się zachowują! W rzeczywistości to, jak postępuję, zależy ode mnie i jest wynikiem tego, jakim człowiekiem jestem tu i teraz. To dlatego Jezus nie mówił do ludzi grzeszących, żeby zmieniali swoje zachowania, lecz żeby się nawracali i zmieniali siebie! W obliczu tego, co we mnie dobre, akceptacja to za mało. W obliczu tego, co złe, akceptacja to za dużo. Kochać siebie, to mobilizować siebie do rozwoju, natomiast akceptować siebie takim, jakim jestem, to blokować rozwój. Jezus nie mówi, żebyśmy zaakceptowali siebie, lecz żebyśmy się nawracali i stawali coraz bardziej podobnymi do Niego. Nikt z nas nie został przecież stworzony na swój obraz i podobieństwo, lecz na obraz i podobieństwo Boga.

Kochać to mieć pozytywny obraz siebie?

Jeśli miłość do samego siebie to coś innego i coś więcej niż akceptacja siebie, to może kocha siebie ten, kto wyrabia sobie pozytywny obraz siebie? Takie przekonanie jest obecnie równie modne, co mylące i niebezpieczne. W rzeczywistości kocha siebie nie ten, kto ma „pozytywny” obraz siebie, lecz ten, kto ma prawdziwy obraz siebie. Ktoś taki uznaje całą prawdę o sobie. A prawda o każdym z nas jest złożona i nigdy nie jest wyłącznie pozytywna. Im ktoś jest dojrzalszy, tym bardziej zdaje sobie sprawę z tego, że ma zarówno piękne cechy i zachowania, jak też – w różnych proporcjach – cechy i zachowania, które go niepokoją, czy które wręcz należy przezwyciężyć, jeśli komuś zależy na własnym losie. Im bardziej prawdziwy jest mój obraz samego siebie, tym bardziej jest on zróżnicowany, gdyż widzę wtedy siebie takim, jakim jestem – z moimi silnymi i słabszymi cechami. Tak zwany „pozytywny” obraz siebie to miła forma wprowadzania siebie w błąd i wmawiania sobie, że jestem kimś doskonałym, kto nie potrzebuje już pracy nad sobą. Człowiek, który rzeczywiście kocha siebie, cieszy się wtedy, gdy odkrywa w sobie dobre strony i stara się te pozytywne cechy rozwijać. Gdy natomiast odkrywa w sobie słabsze strony czy gdy krzywdzi siebie lub innych ludzi, wtedy z miłości do siebie podejmuje wysiłek, żeby przezwyciężać w sobie to wszystko, co przeszkadza mu żyć w harmonii z Bogiem, z samym sobą i z bliźnimi.

A może poczucie własnej wartości?

Wielu nastolatków, zwłaszcza dziewcząt, twierdzi, że ich głównym problemem jest niskie poczucie własnej wartości i że to właśnie dlatego nie cieszą się życiem i nie mają dobrych więzi z innymi ludźmi. Takie przekonanie jest obecnie modne i częste, ale błędne. Wyrabianie sobie wysokiego poczucia wartości niczego nie poprawi. To wchodzenie w groźną pułapkę, gdyż życie oparte na poczuciach to budowanie domu na piasku. Wystarczy jakieś jedno niepowodzenie, jeden trudniejszy dzień, jedno usłyszane od kogoś złe słowo o sobie czy rozczarowanie sobą, żeby poczucie wartości zniknęło w jednej chwili i żeby zamieniło się w poczucie, że nie jestem nic wart i że nie poradzę sobie w życiu. Gdyby do szczęścia wystarczyło poczucie własnej wartości, to szczęśliwi byliby na przykład ci, którzy są pod wpływem narkotyków, czy egoiści, którzy mają bardzo wysokie mniemanie o sobie.

Niskie poczucie wartości nie jest przyczyną, lecz skutkiem naszych problemów. Pojawia się ono wtedy, gdy bliscy nas za mało kochają, gdy ktoś nas poważnie rani, czy gdy my krzywdzimy samych siebie. Problemem jest doświadczenie krzywdy i brak miłości, a nie brak poczucia własnej wartości. Gdy wystarczająco dobrze znamy samych siebie i gdy uważnie obserwujemy nasze zachowania, to czasami mamy poczucie pewności siebie czy słusznej dumy z siebie. Bywają jednak sytuacje, w których przeżywamy poczucie rozczarowania sobą czy poczucie zwątpienia w siebie. Niezależnie od tego, co w danym momencie czuję i co przeżywam w kontakcie z samym sobą, powinienem odnosić się do siebie z miłością. Miłość to nie uczucie. Kto kocha, ten nie kieruje się uczuciami czy poczuciami, lecz wyciąga wnioski z tego, co przeżywa w odniesieniu do samego siebie. Kochać samego siebie to odnosić się do siebie z przyjaźnią w każdym nastroju, czyli także wtedy, gdy mam niskie poczucie wartości czy gdy przeżywam żal do siebie.

Kochać samego siebie to odnosić się do siebie z przyjaźnią w każdym nastroju, czyli także wtedy, gdy mam niskie poczucie wartości czy gdy przeżywam żal do siebie.

Miłość to nie uczucie.

Pokochać siebie? Za co?!

Jeden ze studentów zapytał mnie o to, czy powinien pokochać samego siebie? Odpowiedziałem, że oczywiście tak. Wtedy zapytał: a za co miałbym pokochać siebie? Odpowiedziałem: za nic! Miłość jest darem, a nie zapłatą. Mój rozmówca nadal nie był przekonany i powiedział: „Mam żal do siebie o wiele rzeczy. Czasem krzywdzę siebie i odnoszę się do siebie jak wróg. Mimo to miałbym pokochać siebie?! Mojemu rozmówcy wyjaśniłem, że oczywiście tak! Jezus przecież mówi: kochajcie waszych nieprzyjaciół! Niczego tu nie zmienia fakt, że w tym przypadku chodzi o tego nieprzyjaciela, którym jestem ja sam i to w odniesieniu do samego siebie. Nie powinniśmy przecież nikogo dyskryminować. Jeśli mamy kochać nieprzyjaciół, to taką postawę powinniśmy zająć wobec wszystkich nieprzyjaciół, czyli także wobec nas samych, gdy w naszej słabości krzywdzimy siebie, zamiast siebie wspierać w rozwoju. Niektórzy myślą, że najpierw powinni stać się szlachetnymi ludźmi i dopiero wtedy będą mieli prawo pokochać siebie. To myślenie naiwne, gdyż w rzeczywistości jedynie wtedy, gdy odnosimy się do siebie z miłością, mamy motywację i siłę potrzebną do pokonywania własnych słabości. Obowiązuje tu zatem zasada: pokochaj siebie, a wtedy zaczniesz zmieniać siebie na lepsze. Miłość do samego siebie to przyjazny sposób odnoszenia się do własnej osoby niezależnie od tego, czy w danym momencie jestem z siebie dumny, czy raczej jestem sobą rozczarowany. Pokochanie samego siebie jest trudne dla każdego człowieka, gdyż każdy z nas jest niedoskonały.

Zawrzyj pakt przyjaźni z samym sobą!

Pokochać siebie to zatem zawrzeć z samym sobą pakt wiernej i nieodwołalnej przyjaźni. Wiemy, że kto znalazł przyjaciela, ten znalazł skarb.

Miłość do samego siebie nie jest czymś spontanicznym. Nie pojawia się sama i bez wysiłku z naszej strony. Wymaga podjęcia decyzji, że odtąd do samego siebie będę się odnosił z miłością i że będę wierny tej mojej decyzji. Początkiem okazywania sobie miłości jest zatem zawarcie z samym sobą paktu przyjaźni. Taki pakt oznacza podjęcie decyzji, że będę siebie kochał, że w odniesieniu do samego siebie będę wierny i uczciwy, że siebie do śmierci doczesnej nie opuszczę, czyli że będę siebie kochać w każdej, nawet w bardzo złej doli. Jest tu zatem analogia do paktu przyjaźni, jaki zawierają ze sobą narzeczeni, gdy decydują się na nierozerwalne małżeństwo.

Pokochać siebie to zatem zawrzeć z samym sobą pakt wiernej i nieodwołalnej przyjaźni. Wiemy, że kto znalazł przyjaciela, ten znalazł skarb. Na niewiele zda się jednak to, że ktoś okazuje nam przyjaźń, jeśli my nie odnosimy się z przyjaźnią do samych siebie. Tak, jak narzeczony czy narzeczona podejmuje decyzję, że będzie kochać tę drugą osobę na zawsze, tak każdy z nas powinien podjąć podobną decyzję w odniesieniu do samego siebie.

Jak okazywać sobie miłość?

Gdy już wiemy, że powinniśmy kochać siebie za nic i gdy zawrzemy sami ze sobą pakt nierozerwalnej przyjaźni, to na jakie konkretnie sposoby powinniśmy okazywać sobie miłość w codzienności? Powinna to być najpierw miłość bezwarunkowa i nieodwołalna, gdyż żadna inna miłość nie istnieje. Kto kocha siebie, ten nawet w obliczu wielkiego rozczarowania sobą nie będzie straszył siebie tym, że odwoła miłość i że przestanie siebie kochać. Bywa, że ktoś z ludzi straszy nas tym, że przestanie nas kochać, jeśli nie spełnimy jakichś jego żądań czy jeśli się w czymś nie zmienimy. Nie naśladujmy takich ludzi, lecz bądźmy podobnymi do Boga. W Biblii nie ma takiego miejsca, w którym Bóg straszyłby kogoś, że przestanie kochać. Straszenie samego siebie wycofaniem miłości to rodzaj duchowej i psychicznej kary śmierci, która odbiera nam chęć istnienia. Jeśli kocham siebie, to pozostanę dla siebie przyjacielem w każdej sytuacji.

Powinienem pokochać siebie nie tylko za nic i nieodwołalnie, lecz także z bliska, bo kto kocha, ten chce być jak najbliżej kochanej osoby. Sprawdzianem miłości do samego siebie jest to, że codziennie jestem blisko siebie. Nie chodzi tylko o bliskość fizyczną, bo ta jest przecież nieunikniona. Chodzi o bliskość psychiczną i duchową. Kocham siebie wtedy, gdy mam dla siebie czas i gdy jestem dla siebie obecny, czyli skoncentrowany na sobie i na tym, co się we mnie dzieje, bo jestem ważny dla samego siebie. Kto kocha siebie, ten nie wpada w żadną skrajność: nie jest ani zamknięty w sobie kosztem relacji z bliźnimi, ani też nie jest tylko dla innych ludzi, kosztem więzi z samym sobą. Cieszy się własnym towarzystwem. Codziennie rezerwuje sobie czas dla siebie – na pracę nad sobą, na własne potrzeby, na realizację własnych pasji i aspiracji. Kto siebie kocha, ten jest dla siebie życzliwy, czuły i cierpliwy. Cieszy się sobą, gdy ma ku temu powody i potrafi zapłakać, gdy jest mu ciężko.

Kocham siebie wtedy, gdy mam dla siebie czas i gdy jestem dla siebie obecny, czyli skoncentrowany na sobie i na tym, co się we mnie dzieje, bo jestem ważny dla samego siebie.

Kto kocha siebie, ten nie wpada w żadną skrajność…

Kochaj siebie mądrze!

Miłość do samego siebie, podobnie jak miłość do bliźnich, powinna być mądra. Oznacza to, że potrafimy okazywać sobie miłość w sposób dostosowany do sytuacji, w jakiej się znajdujemy i do naszego postępowania tu i teraz. Kto mądrze kocha siebie, ten troszczy się o siebie i o swój los. Troska ta zaczyna się od tego, że bronię siebie przed każdą krzywdą. Nie kochałbym siebie, gdybym pozwalał na to, żeby ktoś mnie krzywdził. To ważne szczególnie w relacji z osobami drugiej płci, bo w tych relacjach krzywda boli najbardziej. Dla przykładu, jeśli chłopak próbuje wykorzystać dziewczynę emocjonalnie czy seksualnie, jeśli próbuje złamać jej sumienie, aspiracje i pragnienia, jeśli usiłuje odciągnąć ją od Boga i od bliskich jej osób, to oczywiste, że jej nie kocha. Jeśli ona mu ulega i pozwala na to, żeby ją ranił, to ona nie kocha samej siebie. Kto mądrze kocha siebie, ten nie tylko broni się przed ludźmi, którzy nas krzywdzą, zamiast kochać. Ktoś taki potrafi stanowczo bronić się także przed samym sobą wtedy, gdy w swojej słabości zaczyna sobie szkodzić, na przykład wchodząc na drogę uzależnień czy wikłając się w jakieś poważne grzechy. Wie, że stanowcza obrona w obliczu własnych słabości jest konieczna, bo przecież nikt z zewnątrz – ani Bóg, ani człowiek – nie jest w stanie obronić nas przed nami samymi, gdy krzywdzimy siebie. Kto mądrze kocha siebie, ten w sposób szczególny troszczy się o obronę swojej wolności i swojej czystości. Wie bowiem, że popadanie w nałogi – np. w alkoholizm, narkomania, uzależnienia internetowe, hazard czy pornografię – przynosi wyjątkowo bolesne konsekwencje i prowadzi do dręczenia siebie.

Kto dojrzale kocha siebie, ten nie pozwala innym ludziom, żeby traktowali go jak swoją własność, którą mogą posługiwać się dla osiągnięcia swoich egoistycznych celów. Stawia jasne granice tym, którzy chcą być blisko niego.

Kto jest przyjacielem dla siebie, ten wiąże się bliskimi więziami jedynie z tymi ludźmi, którzy go kochają.

Kto dojrzale kocha siebie, ten nie pozwala innym ludziom, żeby traktowali go jak swoją własność, którą mogą posługiwać się dla osiągnięcia swoich egoistycznych celów. Stawia jasne granice tym, którzy chcą być blisko niego. Kto jest przyjacielem dla siebie, ten wiąże się bliskimi więziami jedynie z tymi ludźmi, którzy go kochają. Innych kocha na odległość. Kto odnosi się z przyjaźnią do siebie, ten nie tylko innym ludziom nie pozwala traktować siebie jak własność. Ktoś taki również samemu sobie na to nie pozwala. Wie, że nie wolno mu robić z samym sobą to, co tylko zechce, bo wtedy – jak syn marnotrawny – stałby się złodziejem, który okrada samego siebie ze zdrowia, z mądrości, z wolności, z miłości czy z czystości. Kto dojrzale kocha siebie, ten nie posługuje się sobą dla osiągnięcia chwilowej przyjemności, jeśli jest ona grzeszna czy jeśli prowadzi do cierpienia. Ktoś taki nie marnotrawi w sobie tego, co czyni go podobnym do Boga i co przynosi mu trwałą radość. Kto kocha siebie, ten respektuje siebie we wszystkich sferach człowieczeństwa. Dzięki temu nie redukuje siebie do ciała, popędów, instynktów czy emocji. Kto jest przyjacielem dla siebie, ten chroni w sobie całe piękno człowieczeństwa.

Pojednaj się ze sobą!

Także ci, którzy kochają samych siebie, nie przestają być przez to ludźmi niedoskonałymi. Również i oni muszą mierzyć się ze swoimi słabościami w teraźniejszości, a także ze swoją przeszłością, która dla nikogo z nas nie wiąże się z samą tylko radością. Czasem ta przeszłość bywa tak bolesna – z winy naszej czy z winy innych ludzi – że jest dla nas powodem udręki. Szczególnie boli nas przeszłość wtedy, gdy była ona zła z naszej winy. Kto kocha siebie, ten i w takiej sytuacji nie jest bezradny. Przeciwnie, jest w stanie mądrze zamknąć najbardziej nawet bolesną przeszłość. Jeśli w przeszłości krzywdziłem siebie, a teraz odnoszę się do siebie z miłością, to tu i teraz nie zadręczam siebie z powodu zła, które dawniej popełniałem. Przebaczam sobie złą przeszłość, bo moja teraźniejszość jest już dobra, gdyż nawróciłem się i obecnie postępuję w szlachetny sposób. Jeśli kocham siebie, to mam szansę na mądre pojednanie nie tylko z samym sobą, lecz także z innymi ludźmi. Jeśli ktoś krzywdził mnie w przeszłości, to przebaczam mu w sercu minione zło, które mi wyrządził, nic mu na razie o tym nie mówiąc. To zło już się stało, więc nie ma sensu rozdrapywać rany z przeszłości. Wystarczy, że tu i teraz nie pozwalam, by ta osoba nadal mnie krzywdziła. Jeśli któregoś dnia krzywdziciel nawróci się, przeprosi mnie i zacznie wynagradzać zło wyrządzone mi w przeszłości, to wtedy z radością powiem mu o tym, że w sercu to dawno już mu przebaczyłem, a teraz mogę już mu o tym powiedzieć na głos, bo właśnie spełnił warunki, by doszło do pojednania między nami.

Stawiaj sobie wymagania!

Szczególnie ważnym potwierdzeniem miłości do samego siebie jest to, że stawiam sobie wysokie wymagania i że konsekwentne dążę do ich realizacji. Kto kocha siebie, ten jest wiernym przyjacielem dla siebie. A przyjaciel to ktoś, kto nie tylko mnie szanuje, rozumie i wspiera, lecz to także ktoś, kto wiele ode mnie wymaga – dla mojego dobra! Gdy kocham siebie, to wymagam od siebie troski o wszystko, co dla mnie ważne. Najpierw jest to troska o moje ciało i zdrowie: o zdrowe odżywanie i zdrowy tryb życia. Mobilizuję siebie do ruchu na świeżym powietrzu, do solidnego wypełniania moich obowiązków, do mądrego wykorzystywania czasu wolnego, do wczesnego chodzenia spać. Gdy kocham siebie, to troszczę się także o moje zdrowie psychiczne. Nie zaśmiecam mojej psychiki toksycznymi treściami, obrazami, rozmowami, książkami czy filmami. Nie wchodzę w kontakt z czymś, co osłabia moją wolę, co powoduje stres, niepokój, lęk o przyszłość.

Kto kocha siebie, ten jest wiernym przyjacielem dla siebie. A przyjaciel to ktoś, kto nie tylko mnie szanuje, rozumie i wspiera, lecz to także ktoś, kto wiele ode mnie wymaga – dla mojego dobra!

Gdy odnoszę się do siebie z przyjaźnią, to rozwijam moje talenty i pasje, pracuję nad charakterem, rozwijam moje silne strony i wiążę się osobiście jedynie z tymi ludźmi, którzy mnie szanują i respektują. Takie osoby chętnie wpuszczam do domu i do serca. Wszystkich innych kocham na odległość. Twarde stosowanie tej zasady jest ważne zwłaszcza wtedy, gdy ktoś ma za sobą bolesną historię zranień i odrzucenia. Kto kocha siebie, ten w sposób szczególny troszczy się o rozwój duchowy i moralny, bo wie, że te właśnie sfery są fundamentem człowieczeństwa. Dojrzałość duchowa i wrażliwość moralna umożliwia trafne odróżnianie dobra od zła, czyli szczęścia od nieszczęścia, a zatem te sposoby postępowania i te więzi, które prowadzą do radości, od takiego sposobu postępowania i takich więzi, które prowadzą do krzywd i cierpienia.

Kto kocha siebie, ten chce być świętym

Ostatecznym sprawdzianem miłości do samego siebie, jest pragnienie świętości, czyli pragnienie, żeby stawać się kimś coraz bardziej podobnym do kochającego Boga. Takie pragnienie jest oczywiste, bo przecież kochać kogoś – siebie czy bliźniego – to pragnąć dobra i szczęścia dla ukochanej osoby. To marzyć o tym, żeby kochana przez nas osoba zrobiła wielką karierę i osiągnęła największy ze wszystkich możliwych sukcesów, jakie znajdują się w zasięgu człowieka. A ten największy sukces polega właśnie na tym, żeby stawać się człowiekiem świętym. Święty to bowiem ktoś, kto świetnie radzi sobie w twardej rzeczywistości, a przez to dobrze dba o własne szczęście. To ktoś, kto wybiera drogę błogosławieństwa i życia w świecie, w którym wielu ludzi idzie drogą przekleństwa i śmierci. Święty nie imituje innych świętych, bo respektuje swoją wyjątkowość i dlatego naśladuje Jezusa na swój niepowtarzalny sposób. To ktoś, kto nie boi się szatana. Przeciwnie, święty doprowadza szatana do rozpaczy. Potwierdzeniem świętości jest to, że moja więź z Bogiem jest silniejsza od mojej najsilniejszej więzi z człowiekiem, a także od mojej więzi z samym sobą. Jeśli kocham siebie, to najsilniej jestem związany właśnie z Bogiem, bo to On jest moim największym przyjacielem, czyli tym, który kocha mnie także wtedy, gdy ja nie potrafię z miłością odnosić się do samego siebie.

Potrójna miłość

Kto dojrzale kocha siebie, ten potrafi z wdzięcznością przyjmować miłość od innych ludzi, a jednocześnie potrafi odpowiedzieć miłością na ich miłość.

Kto dojrzale kocha siebie, ten wie, że nie wystarczy samemu sobie do szczęścia.

Z im dojrzalszą miłością odnosi się ktoś do samego siebie, tym bardziej staje się gotowy do tego, żeby wyjść na spotkanie z innymi ludźmi. Pragnie dzielić się swoją miłością z bliźnimi, podobnie jak odnoszący się do siebie z miłością małżonkowie pragną tą ich wzajemną miłością dzielić się z dziećmi. Kto dojrzale kocha siebie, ten potrafi z wdzięcznością przyjmować miłość od innych ludzi, a jednocześnie potrafi odpowiedzieć miłością na ich miłość. Nie jest zatem egoistą, skupionym na sobie i dążącym do życia kosztem bliźnich. Nie popada też w drugą skrajność, czyli nie wchodzi w toksyczne więzi, w których miałby się poświęcać innym kosztem rezygnacji z własnej godności i z własnego szczęścia. Kto dojrzale kocha siebie, ten wie, że nie wystarczy samemu sobie do szczęścia. Samotność to przecież pierwsze zło, o jakim mówi Księga Rodzaju.

Ktoś, kto jest przyjacielem dla siebie, wychodzi ku innym ludziom, żeby z nimi budować przyjaźń. Symbolem takiego wychodzenia ku bliźnim jest bohater „Małego Księcia”. Opuszcza on planetę samotności i rusza na poszukiwanie przyjaciół. Podejmuje ryzyko, gdyż spotkania z innymi ludźmi niosą ryzyko nieporozumień i łez. Takie ryzyko warto jednak podjąć, bo przecież spotkania z samym sobą też niosą ryzyko nieporozumień i łez.

Im dojrzalej człowiek kocha siebie, tym łatwiej się zorientuje, czy kochają te osoby, z którymi wchodzi w kontakt. Mały Książę szybko odkrył, że przyjacielem nie potrafi być człowiek próżny, bo jest egoistycznie skupiony na samym sobie. Nie jest w stanie być przyjacielem król, czyli ktoś, kto chce innymi rządzić, zamiast wspierać ich miłością. Przyjaźń jest nieosiągalna dla pijaka, bo on jest związany z alkoholem, a nie z ludźmi. Nie może być przyjacielem bankier, bo on chce posiadać, zamiast kochać. Do przyjaźni nie dorasta geograf, bo on nie ma odwaga wstać od biurka i podjąć trud poznawania twardej rzeczywistości. Przyjacielem nie jest w stanie być także ktoś o mentalności latarnika, gdyż słucha on nieaktualnych już rozkazów, zamiast iść za głosem rozumu i serca.

Im dojrzalej człowiek kocha siebie, tym łatwiej się zorientuje, czy kochają te osoby, z którymi wchodzi w kontakt.

Mały Książę odkrywa, że będzie szczęśliwy jedynie wtedy, gdy stanie się odpowiedzialny nie tylko za postawę wobec samego siebie, lecz także za postawę wobec tych, których oswoił i którzy mu zaufali. Kto kocha siebie, ten odkrywa, że jest podobny do Boga, który jest jedyny, a mimo to nie jest samotny. Stwórca jest wspólnotą trzech wzajemnie kochających się Osób, które są sobie całkowicie równe w bóstwie. Stwórca jest miłością skierowaną do siebie i do osób, które stwarza na swoje podobieństwo. Kto dojrzale kocha siebie, ten odkrywa, że może być szczęśliwy jedynie wtedy, gdy trwa w potrójnej miłości – do Boga, do samego siebie i do bliźnich. Potwierdzeniem trwania w tej potrójnej miłości jest poczucie bezpieczeństwa, pogoda ducha i zachowanie nadziei w każdej, nawet skrajnie trudnej sytuacji.

ks. Marek Dziewiecki

Możesz także zobaczyć