Italia España France Deutschland Great Britain

Wniebowzięcie NMP

Powrót po 13 latach

Wybieram Miłość

wybieram-milosc-xpiotr-168x126

Uzdrowienie

Przygotowanie do spowiedzi
- ks. Tomasz Seweryn - www.ks.seweryn.com.pl uzdrowienie-xtomasz-168x143 Rachunek sumienia małżonków
Uzdrowienie wewnętrzne

O Sycharze w TVP1

mywyoni-o-sycharze-168x123

Świadectwo miłości

niezgoda-na-rozwod-osalij-168x126
mywyoni-drugi-slub-168x101
malzenstwo-osalij-168x136

Nowa Ewangelizacja

OPP Stowarzyszenie

program do pit - darmowy

Abyś dzień święty święcił


Jestem żonaty od 15 lat. Mamy córkę w V klasie szkoły podstawowej. Żona w 2012 wyprowadziła się do swojego mieszkania i zabrała ze sobą córkę. Wynajęła najlepszą w mieście adwokatkę od rozwodów i złożyła pozew o rozwód z mojej winy. W naszym małżeństwie nie było zdrad, nałogów, wielkich awantur. Gorszy okres rozpoczął się od zmiany pracy mojej i żony oraz problemów zdrowotnych. Było coraz trudniej, mniej pieniędzy, wciąż niespełniające się pragnienia wakacyjnych wyjazdów, narastające różnice zdań w sprawach wychowywania córki, wypominanki, co kto kupił i inne, ale nic dramatycznego. Niestety, nie praktykowaliśmy wspólnej modlitwy, bardzo rzadko chodziliśmy razem do kościoła, a sprawa mojego zaangażowania w praktyki wiary zaczęła żonie coraz bardziej przeszkadzać. Należę do różańcowej grupy modlitewnej, a od ponad 3 lat należę do Wspólnoty Trudnych Małżeństw Sychar. W obliczu permanentnego kryzysu i niemożności porozumienia się, a nawet braku zwykłej, spokojnej rozmowy z żoną, proponowałem, byśmy skorzystali z pomocy innych i podjęli jakąkolwiek terapię małżeńską lub rodzinną. Niestety, żona nie zgadzała się. Zaczęła jawnie, nawet przy dziecku, okazywać mi pogardę. Dla niej na wszystko było za późno i nie ma szans na wspólne życie. Z córką kontakt mam coraz słabszy. Podkopywanie autorytetu ojca i dyskredytacja męża przynoszą owoc w postaci degradacji mojej osoby do roli alimenciarza nie wpuszczanego do domu. O przeżywaniu bólu, poczuciu pustki, straty żony, stopniowej mimowolnej utracie więzi z córką i ogólnej beznadziei nie będę się rozpisywał.

Dostałem pozew rozwodowy i mając wiedzę, że żona ma świetną prawniczkę, nie wiedziałem, czy wynajmować adwokata, na którego mnie zresztą nie było stać. Pytałem więc Pana Jezusa, co robić. Otworzyłem Biblię. Palec wskazał fragment z Mt 26,52 „Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną”. Coś w środku podpowiadało, żebym zaufał Słowu, które wskazywało, bym poszedł do sądu tylko z Panem Jezusem – najlepszym adwokatem. Jednak zacząłem to racjonalizować i ze strachu przed adwokatką żony wytłumaczyłem sobie, że Piotrem jest moja żona, która wyciąga na mnie miecz prawa z ostrzem swojej adwokatki i sama od niego zginie. Do sądu, dzięki wsparciu rodziców, pomaszerowałem z moją panią pełnomocnik.

W sądzie konsekwentnie odmawiałem zgody na rozwód, jednak pochopnie i zbyt szybko zaproponowałem żonie separację. Byłem wtedy przekonany, że to najlepsze rozwiązanie na uspokojenie nerwów, które da nam czas, aby żona się opamiętała. Jednak żona chciała tylko rozwodu, zainwestowała w adwokatkę i była pewna, że dopnie swego, a mój „opór” traktowała wyłącznie jako robienie jej na złość. Na 3 rozprawę poszedłem w piątek po Mszy Św. i w modlitwie także wstawienniczej Sycharowiczów, mojej grupy różańcowej, przyjaciół i znajomych. Moja pełnomocnik, doświadczona prawniczka, nabrawszy przekonania, że żona na pewno do mnie nie wróci, rozpoczęła batalię o rozwód bez orzekania o winie jako najlepsze rozwiązanie. Chciały tego także żona ze swoją „rozwodową specjalistką” i jednoznacznie wskazywała na takie rozwiązanie pani sędzia. Umówiły się czy co? Tylko ja nie chciałem. W obliczu tego FRONTU na rzecz „rozwodu bez problemów”, zgodziłem się. Choć żelazem mnie nie przypalali, to atmosfera była podła i presja nie do opisania. Długo się wtedy opierałem. Miałem nawet jakąś niesamowitą pomoc, bo oczy i uśmiech jednej z pań ławniczek wyraźnie mnie wspierały, kiedy mówiłem NIE ROZWODOWI. Pani sędzia nastawała na mnie, dając do zrozumienia, że separacja nie ma sensu. Nie chciała wyznaczyć nowego terminu rozprawy, abym miał czas na zastanowienie. Pozwoliła tylko na krótką przerwę, a wtedy żona z nienawiścią w oczach wykrzyczała mi, że: „ja nigdy do ciebie nie wrócę!”. Więcej na panią ławniczkę nie patrzyłem. Teraz wiem, że tak naprawdę zgodziłem się wtedy ze strachu, że jak się będę stawiał, to niezależnie jaka jest prawda, pani sędzia orzeknie rozwód tylko z mojej winy i przyjdzie mi zapłacić wszystkie koszty, a nawet alimenty. Po 15 minutach sąd ogłosił wyrok i wszyscy mi gratulowali, a ja wracałem do domu i przekonywałem siebie, że to może najlepsze wyjście, a ja niepotrzebnie się łudzę możliwością powrotu żony, że nic się strasznego nie stało, że jakoś to będzie, że problem został rozwiązany i mam nareszcie święty spokój, a wyrzuty sumienia w końcu ucichną. Nie ucichły. Spostrzegłem, że jestem sam, tzn. już nie potrafiłem zwrócić się do Pana Jezusa, którego się zaparłem i pokłoniłem Baalowi mamony. Pomimo całej mojej pobożności, w krytycznej chwili dałem się zwieść. Piotr bał się, że i jego aresztują, a może nawet zabiją i trzy razy zapewniał: „nie znam Go”. Ja nie zgadzałem się na rozwód, broniłem małżeństwa i świętości sakramentu, aż stanąłem wobec groźby, że przyjdzie mi za to zapłacić z własnej kieszeni. W krzyżu tamtej godziny przyszła weryfikacja mojej wiary i nie znalazło się nawet ziarenko gorczycy. Poznawszy w ten sposób własną słabość, nie śmiem nikogo już osądzać.

Zapłakałem, to była straszna i długa noc, a na drugi dzień rano byłem już u spowiedzi, przepraszając Pana Jezusa za złamanie przysięgi małżeńskiej, czyli za moją zgodę na rozwód. Chociaż po ludzku miałem spokój, bo sprawa była załatwiona, a wyrok ogłoszony, to już w trakcie spowiedzi zapragnąłem odwołać swoją zgodę na rozwód.

Aby przeprowadzić apelację (odwołać swoja zgodę na rozwód), poprosiłem sąd o pisemne uzasadnienie wyroku, na co miałem 7 dni. W uzasadnieniu istotnym argumentem pani sędziny do udzielenia rozwodu bez orzekania o winie był właśnie mój wniosek o separację. Dowiedziawszy się, że sam złożyłem wniosek do sądu o pisemne uzasadnienie wyroku, co jest koniecznym warunkiem złożenia apelacji, moja pani adwokat stwierdziła, że w tej sytuacji ona nie widzi możliwości dalszej współpracy ze mną i poprosiła, abym złożył rezygnację i odwołał jej pełnomocnictwo. Nikt mi nie dawał szans, aby taka apelacja była skuteczna, bo przecież się zgodziłem już na rozwód. Ja wiedziałem, że NIC już ode mnie nie zależy i oddałem sprawę Panu Jezusowi. Sąd apelacyjny JAKIMŚ CUDEM zgodził się ze mną, rozwodu żadnego nie ma, a sprawa została cofnięta do sądu okręgowego. Teraz czekam na jej wznowienie.

Żona podtrzymuje stanowcze NIE. Oznajmiła, że „znajdzie sobie kogoś”, a ja celowo robię jej na złość i przeszkadzam. Nie ma pola do rozmowy. Z córką staram się jakoś układać relacje. Nie jest łatwo, bo każde spotkanie, a nawet rozmowa telefoniczna, są jak pole minowe. Należę do wspólnoty Sychar i biorę udział w programie 12 Kroków. Bez Sycharu, bez dogłębnego zrozumienia, czym jest sakrament małżeństwa oraz bez żywego świadectwa innych ludzi, że u Pana Boga wszystko jest możliwe – nie byłaby możliwa moja apelacja. Staram się jak najczęściej uczestniczyć we Mszy Św. i przyjmować Komunię Św., a w piątki chodzę na różaniec. Nadal nie mam stałej pracy. Moja choroba powoli się stabilizuje. Zdobywam wytrwale wiedzę i doświadczenie w nowym zawodzie, który wymaga dużo nauki i szkoleń, ale daje mi szansę na niezależność. Muszę sam stworzyć sobie taką pracę, by elastycznie móc dostosowywać ją do stanów zaostrzenia choroby i korzystania z kilkutygodniowych zabiegów rehabilitacji. Jestem przekonany, że moja żona uważała, że nie znajdę sobie pracy i będę tylko dla niej obciążeniem, i że to właśnie przesądziło o jej odejściu. Trudno się pogodzić, że w sercu drugiej swojej połówki – pryzmat pieniędzy (możliwości zarobkowych) okazuje się być decydującym. Kiedyś w rozważaniu różańca przyszła do mnie myśl: „POKOCHAJ JĄ TAK JAK JA KOCHAM CIEBIE”. Zatem teraz jest czas nauki miłości do żony, która mnie krzywdzi i stała się nieprzyjacielem. Jakże trudno jest kochać osobę manifestującą wobec mnie wrogość, odwracającą się tyłem, ignorującą pojednawcze gesty. Najgorsze jest pozbawienie mnie możliwości realnego wpływu na wychowywanie dziecka i pogłębiająca się przepaść niezrozumienia, przeinaczania intencji. Wciąż odpycham od siebie zwątpienie, że mogę to żonie wybaczyć. Wiem, że bez Pana Jezusa jest to niemożliwe i wiem, że i ja się od Niego odwracałem i odchodziłem. JEZU, UFAM TOBIE.

Krzysztof

Źródło: http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=11221

Warto przeczytać:

  • Dla tych, którzy kochają – propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy >>>
  • Świadectwo Doroty – jak bronić małżeństwa? >>>
  • Uzasadnienie wyroku >>>
  • W skrajnych sytuacjach: dlaczego separacja a nie rozwód? >>>
  • Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód? – o. prof. Jacek Salij OP >>>
  • Przysięga a zgoda na rozwód >>>
  • Każdy rozwód jest wyjątkowy >>>
  • Rozwód nie jest jedynym możliwym sposobem zabezpieczenia opieki nad dziećmi, obrony majątku (opinia prawna) >>>
  • O. Pio: „Rozwód jest paszportem do piekła” >>>
  • Zmartwychwstanie Twojego małżeństwa



    Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!


    „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj;
    zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)

    „Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” (Mk 9,23)

    „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę:
    Jam zwyciężył świat” (J 16,33)

    „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię
    wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)

    „Nie bój się, wierz tylko!” (Mk 5,36)

    W Kościele nic nie jest magią. Pan Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:

    – do kobiety kananejskiej:

    „O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie,
    jak chcesz!” (Mt 15,28)

    – do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
    „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!” (Łk 7,37.50)
    – do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
    „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17,19)
    – do kobiety cierpiącej na krwotok:
    „Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła” (Mt 9,22)
    – do niewidomego Bartymeusza:
    „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Mk 10,52)


    To może być także Twoje zmartwychwstanie
    – zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!


    Matka Boska Leśniowska

    Ty coś domem, o którym się śniło
    Matko Boska Leśniowska
    Miej w opiece każdziutką miłość
    Matko Boska leśniowska



    Słowa Pana Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości:

    „Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego
    i nie będziecie pili Krwi Jego,
    nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6, 53)

    Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.



    Referaty i świadectwa Sycharków wygłoszone podczas konferencji “Moralne i duszpasterskie konsekwencje przysięgi małżeńskiej” na KUL 7 czerwca 2017

    Prezentacja Alicji i Marzeny: http://bit.ly/2uHQ2Lt
    Referat Andrzeja: http://bit.ly/2t7Cswv
    Prezentacja Andrzeja: http://bit.ly/2u9uLZw
    Program konferencji: http://bit.ly/2tembWC
    Link do nagrania – video: https://youtu.be/VKGB4GpQkSY
    Link do nagrania – audio: https://archive.org/details/sycharki

    Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
    – o. prof. Jacek Salij OP

    Jak wrócić do sakramentalnego małżonka?


    Ks. Marek Dziewiecki:
    „Najpierw bowiem człowiek jest odpowiedzialny za swojego małżonka” – więcej na stronie >>>

    Sytuacje najtrudniejsze

    Nawrócenie i pojednanie

    Kryzys małżeński – pytania i odpowiedzi

    „Dla Boga nie ma nic niemożliwego” (Łk 1,37)



    Zaczynając od nowa


    Musicie zawsze powstawać!

    Możecie rozerwać swoje fotografie
    i zniszczyć prezenty.
    Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
    i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
    Możecie przeklinać Kościół i Boga.

    Ale Jego potęga nie może nic uczynić
    przeciw waszej wolności.
    Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
    by zobowiązał się z wami…
    On nie może was „rozwieść”.

    To zbyt trudne?
    A kto powiedział, że łatwo być

    człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
    Miłość się staje
    Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

    Nie jest umeblowana mieszkaniem,
    ale domem do zbudowania i utrzymania,
    a często do remontu.
    Nie jest triumfalnym „TAK”,
    ale jest mnóstwem „tak”,
    które wypełniają życie, pośród mnóstwa „nie”.

    Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
    Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
    I nie wolno mu odebrać życia,
    które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

    Michel Quoist

    Westerplatte

    „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych” – Jan Paweł II.


    Ciężki krzyż

    „Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka” – ks.dr Marek Dziewiecki.

    Bitwa toczy się o nasze serce

    Tożsamość mężczyzny i kobiety

    Co to znaczy „moja była żona”?

    Szczescie-w-malzenstwie



    Stanowisko Episkopatu Polski:
    „Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
    i naturą człowieka” – więcej na stronie >>>


    Twoja sprawa

    Najnowsze wpisy

    Kategorie

    Miłujcie się! 3/2017