Italia España France Deutschland Great Britain

Wszystkich Świętych

Powrót po 13 latach

Wybieram Miłość

wybieram-milosc-xpiotr-168x126

Uzdrowienie

Przygotowanie do spowiedzi
- ks. Tomasz Seweryn uzdrowienie-xtomasz-168x143 Rachunek sumienia małżonków
Uzdrowienie wewnętrzne

O Sycharze w TVP1

mywyoni-o-sycharze-168x123

Świadectwo miłości

niezgoda-na-rozwod-osalij-168x126
mywyoni-drugi-slub-168x101
malzenstwo-osalij-168x136

Nowa Ewangelizacja

OPP Stowarzyszenie

program do pit - darmowy

Abyś dzień święty święcił

Miesięczne archiwum: Październik 2017

Witajcie Kochani,

zapraszamy do wysłuchania konferencji:

– ks. dr hab. Grzegorza Poloka pt. „ZROZUMIEĆ SIEBIE, POKOCHAĆ INNYCH”, które wygłosił podczas ogólnopolskich rekolekcji WTM Sychar na Górze św. Anny 27-29.10.2017 – https://youtu.be/mzHkQutXWLo (nagrania) i http://radio.opole.pl/100,216924,czlonkowie-sycharu-dzielili-sie-doswiadczeniami- (relacja);

– ks. dr Marka Dziewieckiego 28-29.10.2017 – spotkanie przygotowane przez Ognisko w Białymstoku – https://www.youtube.com/playlist?list=PLobUwltc9GBZGxharMNL0cx-Qg6JjkmzS (nagrania z konferencji), http://bialystok-wniebowziecia-nmp.sychar.org/2017/09/20/o-malzenstwie-i-rodzinie-ks-marek-dziewiecki-w-bialymstoku-28-29-10-2017-r/ (informacja), https://www.facebook.com/events/131618870911992/ (wydarzenie).

Ponadto zapraszamy do przeczytania relacji z 5-ej rocznicy powstania ogniska SYCHAR w Rychwałdzie – 21.10.2017, która dostępna jest na stronie: http://bielsko.gosc.pl/doc/4265967.Myslala-ze-jej-malzenstwo-jest-przegrane/ .

„Jak odbudowywać małżeństwo sakramentalne po rozwodzie w świetle nauczania św. Jana Pawła II?” – to temat spotkania z Panią dr Wandą Półtawską, które odbędzie się w Krakowie w sobotę 25 listopada 2017 roku. Organizatorem spotkania jest krakowskie ognisko Wspólnoty Trudnych Małżeństw SYCHAR. Więcej szczegółów na plakacie:
http://sychar.org/promocja/plakat/Wanda-Poltawska-plakat.jpg
http://sychar.org/promocja/plakat/Wanda-Poltawska-plakat.pdf

Poniżej zamieszczamy tekst autorstwa Sługi Bożego ks. Aleksandra Woźnego – kandydata na ołtarze z Archidiecezji Poznańskiej – http://www.aleksanderwozny.archpoznan.pl . Tekst pt. „Bóg rozłącza małżeństwa tylko przez śmierć” znajduje się w naszej broszurze Sycharowskiej. Był on wcześniej opublikowany w dwumiesięczniku “Miłujcie się!” (nr 2/2015, s. 28-29). List do parafianina, który zawarł ponowny związek cywilny zawiera słowa pełne radykalizmu ewangelicznego wypływające z troski o prawdziwe dobro drugiego człowieka, o jego zbawienie.

„Bóg rozłącza małżeństwa tylko przez śmierć”

Drogi Bracie, od dobrej istoty dowiedziałem się o Pańskich powikłaniach […]. Uważam, że jestem zobowiązany Panu pomóc. Przede wszystkim w zrozumieniu sytuacji, a następnie w znalezieniu tych sił, które mogą Panu pomóc z niej się wydostać.

Zawarł Pan ważne małżeństwo z pierwszą żoną i jest Pan z nią związany, bez względu na to, czy jeszcze chcecie żyć ze sobą, czy już nie. Nie Wyście się złączyli, ale złączył Was Bóg, a Bóg rozłącza małżeństwa tylko przez śmierć.

Wobec powyższego kobieta, z którą Pan się później złączył i ma z nią troje dzieci, nie jest Pańską żoną i nazywanie jej żoną, a siebie mężem będzie zawsze pustym słowem.

Nielogicznie byłoby myśleć, że mógłby Pan wejść do nieba, nie przyjąwszy uprzednio takich samych zapatrywań, jakie ma Pan Bóg, bowiem wtedy nawet w niebie czułby się Pan nieswojo, czyli nie byłby Pan szczęśliwy. Niebo nie byłoby dla Pana niebem.

Co wobec powyższego winien Pan zrobić w swojej sytuacji? Przede wszystkim trzeba przestać uznawać tę tak zwaną drugą żonę Pana za prawowitą małżonkę, to znaczy nie żyć z nią jak z żoną. Pan ją kocha? Miłość to przecież znaczy komuś dobrze życzyć i dobrze czynić. A namawianie kogoś do grzechu, narażanie go na potępienie, gdyby w tym grzechu umarł, to jest miłość pozorna, właściwie samolubstwo. Należy więc, żeby Pan tę kobietę, z którą się związał, zaczął naprawdę kochać, to znaczy dobrze jej życzył, ratując ją od potępienia przez to, że skłoni ją Pan do rozejścia się.

A co ma stać się z dziećmi? A co dzieje się z dziećmi Pana i Pańskiej żony? Z prawa naturalnego oboje rodzice mają obowiązek nie tylko dbać o dzieci, wyżywić je i ubrać, ale także wychować. Na czym polega wychowanie? Na pouczaniu i przykładzie do dobrego, a ściślej na nauczaniu dzieci miłości prawdziwej. Kogo dzieci mają kochać? Tego, kto jest najgodniejszy miłości – Boga. A ponieważ Pan Bóg życzy sobie, byśmy także kochali bliźnich, choć oni nieraz nie są tego warci, dziecko powinno uczyć się kochać Boga i bliźniego. Czy ojciec lub matka, którzy nie kochają Boga, nie kochają siebie nawzajem (bo są dla siebie pokusą do grzechu, odciągają cudzego męża od żony, względnie na odwrót), mogą swoje dzieci nauczyć miłości Boga i bliźniego? Tacy rodzice mogą być tylko „żywicielami” swych dzieci, ale nie wychowawcami. Mogą oni dzieci „tresować”, przyzwyczajać do zewnętrznego porządku, ale nie mogą wychowywać. Jeżeli naprawdę Pan czy żyjąca z Panem kobieta, matka Pańskich trojga dzieci, kochacie je, musicie przestać gorszyć je tym, że razem mieszkacie. Musicie więc rozejść się i tym dać dobry przykład, że choć ludzką rzeczą jest zgrzeszyć ze słabości czy zaślepienia, to można z grzechem zerwać. Natomiast trwać w grzechu i tłumaczyć się, że nie można przestać grzeszyć, jest rzeczą szatańską.

Jeżeli Pańska tak zwana druga żona naprawdę Pana kocha, powinna pójść za inicjatywą Pana i cieszyć się tym, że Pan się od grzechu oderwie, odchodząc od niej i wracając do swojej prawowitej żony. Powinna chcieć Pańską żonę przeprosić za to, że przez jakiś czas w zaślepieniu odciągała Pana od niej. Jeżeli tego uczynić nie potrafi, to znaczy, że Pana prawdziwie nie kocha, bo ciągnie Pana na potępienie, a siebie samą kocha źle, czyli jest samolubna i dzisiejszym swym postępowaniem może sprawić, że jej dzieci, gdy dorosną, biorąc z niej przykład, też będą rozrywały małżeństwa.

Jeśliby Pańska prawowita żona nie chciała przyjąć Pana i musiałby Pan żyć „bez kobiety”, czy to byłoby nieszczęście? Życie wstrzemięźliwe nie szkodzi na zdrowiu… Bez jedzenia nie można żyć, ale bez kobiety można. Jest trudniej? Tak, może. Ale kto sam wikła się w trudności, musi ponosić konsekwencje swego postępowania.

Może powiedział Panu ktoś, że „księża nie żyją w czystości, a od innych jej się domagają”. Otóż czy Panu w piekle będzie przyjemniej z tego powodu, że za towarzysza będzie Pan miał takiego nieszczęśliwego kapłana, który Pana Jezusa zdradził dla uciech zmysłowych?
Powie Pan może: „Żeby żyć wstrzemięźliwie, trzeba być świętym”. Może prawda, w pewnym stopniu. Ale kto przez 2/3 życia ciężko grzeszył, musi to jakoś naprawić tą 1/3 życia, jaka może mu jeszcze została darowana.

Jeśli mnie Pan posłucha, zobaczy Pan, że na tym świecie będzie Pan jeszcze mógł do Boga powiedzieć: „Ojcze”, z radością patrzeć prosto na Hostię Świętą w czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu. Niech Pan tego listu nie drze, ale przeczyta go jeszcze raz, z rozwagą, za miesiąc. I niech Pan nie mówi, że jest za trudno. Tym, którzy pragną wrócić do Boga, przeszkadza wprawdzie szatan, ale pomaga im Maryja Panna, która starła głowę węża.

ks. Aleksander Woźny

Źródło: “Miłujcie się!” nr 2/2015, s. 28-29

Ks. Aleksander Woźny żył w latach 1910-1983. W czasie II wojny światowej był więźniem obozu w Dachau, a później w był wieziony przez władze komunistycznej Polski.
Przez 38 lat był proboszczem parafii św. Jana Kantego w Poznaniu. Jako duszpasterz odznaczał się wielką gorliwością i pokorą, bardzo troszczył się o parafian i niezwykłą wagę przywiązywał do spowiedzi – penitenci przyjeżdżali do niego z całej Polski. Miał dar rozeznawania dusz ludzkich. W szczególny sposób troszczył się o sprawy małżeństwa i rodziny – był pionierem kursów przedmałżeńskich i poradni rodzinnych. Mówi się, że tajemnicą jego świętości była pokora i nabożeństwo Męki Pańskiej. Jego cierpieniem duchowym i troską duszpasterską były związki niesakramentalne. Ludziom w nim pozostającym mówił prawdę.
Parafianie od razu po śmierci ks. Woźnego zaczęli modlić się za jego wstawiennictwem i doświadczali wielu łask. 24 stycznia 2014 r. abp Stanisław Gądecki, metropolita poznański, za zgodą Stolicy Apostolskiej rozpoczął proces beatyfikacyjny.

Warto wysłuchać/obejrzeć: http://sychar.org/niesakramentalni

Poniżej zamieszczamy artykuł opublikowany w 38 numerze „Gościa Niedzielnego” z 21 września 2017 roku zawierający świadectwa Sycharków – http://gosc.pl/doc/4196567.Plyna-pod-prad .

„Płyną pod prąd”

Każda z tych trzech historii zaczyna się nieco inaczej. Wszystkie łączy jedno: ich bohaterowie chcą wytrwać w wierności swoim sakramentalnym małżonkom. Nawet wtedy, gdy po ludzku wydaje się, że małżeństwo całkiem się rozpadło.

Tomasz: Żona stanęła w drzwiach i powiedziała, że odchodzi. Nie było wybuchów złości, prób ratowania małżeństwa. Wróciła po miesiącu, ale stwierdziła, że to, co jest między nami, musimy załatwić po ludzku, nie włączając w to Boga. Tak zaczęła się w naszym małżeństwie równia pochyła. Po dwóch latach żona znów związała się z innym mężczyzną.

Monika: To ja odeszłam od męża. Miałam ku temu powody, o których nie chcę mówić. Mieszkamy osobno już od 5 lat, jesteśmy 4 lata po rozwodzie. Bardzo mocno się pogubiliśmy.

Sebastian: Przez wiele lat miałem problem z alkoholem. To doprowadziło do tego, że rozpadło się – po ludzku – nasze małżeństwo. Żona ode mnie odeszła, wpadłem w długi, straciłem właściwie wszystko.

Okradałam się z łask

Młodzi, uśmiechnięci, z sukcesami w pracy. Na pierwszy rzut oka trudno powiedzieć, że ich życie naznaczone jest jakimś dramatem. A jednak każde z nich dźwiga na plecach historię, która porusza do głębi. Naznaczoną krzyżem i – jednocześnie – łaską.

Tomasz: Jestem DDA – dorosłym dzieckiem alkoholika. Jak każdy facet z takiego domu nie otrzymałem od ojca „męskiego błogosławieństwa”. Wszedłem w związek z poczuciem niepewności, lękiem przed stawianiem życiu czoła. Dla mężczyzny to koszmar. W rodzinie, z której pochodzę, unikało się rozmów na temat emocji. Bardzo mało mówiło się też o wierze. Kiedy stałem się mężem, pojawiły się z pozoru zwykłe problemy. Żona, która kiedyś prowadziła mnie do Boga, zaczęła się od Niego odwracać. Ja – przeciwnie – zbliżałem się do Niego. Udało mi się wygrać długą walkę z nałogiem, który w różnych formach dotyka dzieci DDA. Mój co prawda nie przyczynił się do rozpadu mojego małżeństwa, ale na pewno przyczyniał się do upadku duchowego. I wtedy żona odeszła po raz drugi.

Sebastian: Przyszedł taki czas, że chciałem przestać pić, ale nie potrafiłem tego zrobić nawet przez jeden dzień. I nagle, niespodziewanie, przyszedł taki dzień – pamiętam dokładnie, że było to 2 listopada 2011 r. – w którym się nie napiłem. To było bardzo dziwne, bo nic wielkiego się wtedy nie wydarzyło . Tak po prostu, bez fajerwerków. Następnego dnia znowu się nie napiłem – i tak to trwa do dzisiaj.

Monika: Moje nawrócenie zapoczątkowała pustka, którą odczuwałam, gdy chodząc do kościoła, nie mogłam przyjmować sakramentów, zwłaszcza Komunii Świętej. To była dotkliwa świadomość, że sama siebie okradam z łask. Gdy podjęłam decyzję, aby zacząć życie od nowa, zwróciłam się o pomoc m.in. do ks. Marka Dziewieckiego. On dał mi wręcz gotową odpowiedź na wszystkie moje pytania – „instrukcję”, którą stosuję nadal.

Drzwi otwarte dla mnie

Płyną całkowicie pod prąd współczesnemu światu, w którym ma być przede wszystkim miło i przyjemnie, a jeśli nie jest – trzeba się rozstać. Skąd czerpią siłę, by przeciwstawić się temu trendowi?

Sebastian: Dokładnie rok po tym, jak przestałem pić, znalazłem się na Jasnej Górze. Miałem wielki problem, żeby się wyspowiadać. Nie potrafiłem wejść do konfesjonału. Siadałem w kaplicy pokuty, wychodziłem, wracałem – i znowu coś mnie paraliżowało. Trwało to osiem godzin. Już miałem wyjść, ale kiedy kolejna osoba wyszła z konfesjonału, zostawiła uchylone drzwi. Nikt tam nie wchodził. Wyglądało to tak, jakby były otwarte specjalnie dla mnie. Coś mnie popchnęło i wszedłem do środka. To była pierwsza dobra spowiedź w moim dorosłym życiu. Odtąd wszystko zaczęło się zmieniać.

Monika: Momentem zwrotnym była moja spowiedź, a przede wszystkim przyjęcie Komunii Świętej. Na tej Mszy był obecny mój mąż z naszą córką, która parę dni wcześniej przyjęła Pana Jezusa do serca. To, że przystąpiłam do Komunii, tak zaskoczyło mojego męża, że wprost zapytał mnie parę dni później: „Dlaczego byłaś u Komunii? Przecież nie możesz jej przyjmować!”. Miał na myśli to, że byłam w tamtym czasie z kimś w nieformalnym związku. Odpowiedziałam, że zerwałam z dotychczasowym życiem. Wyjaśniłam, że podjęłam decyzję, że chcę być mu wierna jako jego żona i jestem gotowa na jego powrót.

Tomasz: Na początku walczyłem na własną rękę. Próbowałem żonę odzyskać i odbijałem się od ściany. Wreszcie zostawiłem to wszystko Panu Bogu. Znalazłem chrześcijański ośrodek pomocy psychologicznej. Tam spotkałem o. Rafała Koguta OFM, który powiedział mi jedno słowo: „Sychar”.

Stanąć przed lustrem

Trudno o lepszą nazwę dla wspólnoty, której celem jest ratowanie małżeństw sakramentalnych przeżywających kryzys. To właśnie w miejscowości Sychar miało miejsce spotkanie Jezusa z Samarytanką, która miała najpierw pięciu mężów, a później żyła z kimś, kto jej mężem nie był. Przy studni w Sychar odbywa się poruszający dialog o pragnieniu: – Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. – Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj!

Sebastian: Kiedy poszedłem na pierwsze spotkanie wspólnoty, z żoną nie mieszkałem od 3 lat. Przez ten czas zacząłem szukać nowej partnerki. I Pan Bóg się o mnie upomniał, żebym nie zrobił głupstwa. Zacząłem rozumieć to, że łączy nas na zawsze sakrament małżeństwa; że kiedyś razem staniemy przed Bogiem. Jestem przekonany, że uwolnienie od nałogu wymodliła moja żona. Widzę sens w tym, co mnie w życiu spotkało. Teraz jestem moderatorem, Bóg wykorzystuje mnie do tego, żeby swoim świadectwem pomagać innym ludziom.

Tomasz: Sychar jest dla mnie taką pigułką – tam mogę otrzymać pomoc, opiekę duchową, spotkać duszpasterza. Są warsztaty, prelekcje i – przede wszystkim – wsparcie wspólnoty. Zwykle na początku próbujemy zwalać winę na współmałżonka. Ale kiedy małżeństwo się sypie, trzeba stanąć przed lustrem i powiedzieć: stary, coś jest z tobą nie tak, musisz sobie pomóc. Uczę się tego.

Monika: Wcześniej rozmowy z mężem były bitwami o to, kto ma rację, kto jest winny. Teraz uczę się słuchać, rezygnuję z pewnych oczekiwań. Oboje uczymy się rozmawiać inaczej. Mam na myśli rozmowy o Bogu, potrzebie wychowywania dzieci w wierze, wartościach, które są dla nas najważniejsze. Nie chciałabym, żeby dzieci miały spaczony model rodziny. One wiedzą już, że bez względu na sytuację, w jakiej jesteśmy – jesteśmy rodziną. Pomimo tego, że mąż zawarł kontrakt cywilny z inną osobą – mama i tata przed Bogiem nadal są małżeństwem.

Wzrastanie przed powrotem

We Wspólnocie Trudnych Małżeństw Sychar, działającej w kilkudziesięciu miejscach w Polsce, a także w Niemczech i USA, spotykają się bardzo różni ludzie: porzuceni i ci, którzy porzucili, ale chcą wrócić. A także pary – w trakcie kryzysu albo takie, które chcą uniknąć błędów w przyszłości.

Tomasz: Zło potrafi nas omamić. Wiem, bo sam miałem klapki na oczach. Dlatego nie potrafię patrzeć na żonę jako na kogoś, kto mnie skrzywdził. Tak naprawdę ona sama siebie teraz krzywdzi. Cały czas dążę do tego, żeby być gotowym na jej powrót. Piszę jej, że ją kocham. Choć w tamtym związku pojawiło się dziecko, żona cały czas ma drzwi otwarte.

Monika: Jako wierni małżonkowie odbudowujemy się, zmieniamy, kształtujemy siebie, współpracując z łaską Bożą. Wchodzimy powoli na „Giewont”, aby gdy wróci nasz sakramentalny małżonek, móc wspólnymi siłami wejść na „Mount Everest” naszego wspólnego życia tu, na ziemi. Ta codzienna walka jest dla mnie drogą pokuty, i to mnie motywuje, by odbudowywać utracone zaufanie współmałżonka. To droga czekania i pokory. Głęboko wierzę, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i każde trudne sakramentalne małżeństwo jest do uratowania.

Sebastian: Jesteśmy po rozwodzie, żona związała się z innym mężczyzną, więc nasz kontakt jest przede wszystkim związany z dziećmi. Ale od samego początku Pan Bóg obdarzył mnie wiarą i nadzieją, że żona do mnie wróci. Przez te wszystkie lata jest to coraz silniejsze, mimo że nasze małżeństwo jest w coraz gorszym stanie. Może zabrzmi to śmiesznie, ale wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby ten powrót nastąpił nawet dzisiaj. Kiedyś miałem taki sen: szedłem drogą, a żona po prostu do mnie podeszła i dalej już szliśmy razem, bez żadnego tłumaczenia. Pomimo tego, że cały świat mówi mi, że żona nie wróci i powinienem sobie znaleźć kogoś nowego, czekam, nie czekając. Wzrastam, przygotowuję się na jej powrót. Jestem człowiekiem bardzo szczęśliwym. Nigdy nie było ze mną tak dobrze jak teraz. Nigdy nie byłem tak blisko Pana Boga. I nie zamieniłbym tego na to, co było. Wierzę, że to się dobrze skończy.

Źródło: http://gosc.pl/doc/4196567.Plyna-pod-prad

Kochani,

miesiąc różańcowy – październik, powoli się kończy. Było dużo w nim modlitwy różańcowej. Zachęcały do niej nie tylko nabożeństwa różańcowe, ale i 100-na rocznica objawień fatimskich i pochodzące z nich wezwanie Maryi, abyśmy modlili się często na różańcu. Szczególną zachętą do tego rodzaju modlitwy była ogólnonarodowa inicjatywa modlitwy za Ojczyznę i świat – Różaniec do Granic, w której uczestniczyli członkowie naszej Wspólnoty m.in. na granicy wschodniej w Puszczy Białowieskiej – https://1drv.ms/a/s!AqPWp_L51dQYkM0InSHEG6L4WLp36w .

Mamy nadzieję, że modlitwa różańcowa dalej będzie obecna w naszej Wspólnocie. Zachęcamy gorąco do jej odmawiania. Żeby wesprzeć Was w tej modlitwie zostały przygotowane Sycharowskie Rozważania Różańcowe, http://sychar.org/modlitwa/ksiazka-rozaniec.pdf . Są one zanurzone w doświadczeniach sycharowskich i oparte na Słowie Bożym.

Zmartwychwstanie Twojego małżeństwa


Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)

„Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” (Mk 9,23)

„Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę:
Jam zwyciężył świat” (J 16,33)

„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię
wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)

„Nie bój się, wierz tylko!” (Mk 5,36)

W Kościele nic nie jest magią. Pan Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:

– do kobiety kananejskiej:
„O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie,
jak chcesz!” (Mt 15,28)

– do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
„Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!” (Łk 7,37.50)
– do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
„Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17,19)
– do kobiety cierpiącej na krwotok:
„Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła” (Mt 9,22)
– do niewidomego Bartymeusza:
„Idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Mk 10,52)


To może być także Twoje zmartwychwstanie
– zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!

Matka Boska Leśniowska

Ty coś domem, o którym się śniło
Matko Boska Leśniowska
Miej w opiece każdziutką miłość
Matko Boska leśniowska

Słowa Pana Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości:

„Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego
i nie będziecie pili Krwi Jego,
nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6, 53)

Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.

Towarzyszenie małżonkom sakramentalnym po rozwodzie


Referaty i świadectwa Sycharków wygłoszone podczas konferencji “Moralne i duszpasterskie konsekwencje przysięgi małżeńskiej” na KUL 7 czerwca 2017

Prezentacja Alicji i Marzeny: http://bit.ly/2uHQ2Lt
Referat Andrzeja: http://bit.ly/2t7Cswv
Prezentacja Andrzeja: http://bit.ly/2u9uLZw
Program konferencji: http://bit.ly/2tembWC
Link do nagrania – VIDEO: https://youtu.be/VKGB4GpQkSY
Link do nagrania – AUDIO: https://archive.org/details/sycharki

Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
– o. prof. Jacek Salij OP

Jak wrócić do sakramentalnego małżonka?


Ks. Marek Dziewiecki:
„Najpierw bowiem człowiek jest odpowiedzialny za swojego małżonka” – więcej na stronie >>>

Sytuacje najtrudniejsze

Nawrócenie i pojednanie

Kryzys małżeński – pytania i odpowiedzi

„Dla Boga nie ma nic niemożliwego” (Łk 1,37)



Zaczynając od nowa

Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami…
On nie może was „rozwieść”.

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym „TAK”,
ale jest mnóstwem „tak”,
które wypełniają życie, pośród mnóstwa „nie”.

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist

Westerplatte

„Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych” – Jan Paweł II.

 

Ciężki krzyż

„Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka” – ks.dr Marek Dziewiecki.

Bitwa toczy się o nasze serce

Tożsamość mężczyzny i kobiety

Co to znaczy „moja była żona”?

Szczescie-w-malzenstwie



Stanowisko Episkopatu Polski:
„Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka” – więcej na stronie >>>


Twoja sprawa

Najnowsze wpisy

Kategorie

Miłujcie się! 3/2018

Kronika